
W Warszawie na Woli ukazał się duch Bieruta i sprzedawał kiełbasę po 26 zł za kilo...
Nazywała się Studencka. Poszła ze mną na darmowy koncert Myslovitz w Toruniu lat temu kilka. Mój portfel częściej wtedy brzęczał niż szeleścił, a ona była cudowna. Delikatna i sycąca. ONA – kiełbasa zakupiona razem z winem musującym marki najpodlejszej. Smakowe okrucieństwo wspominane z rozrzewnieniem.
W związku z tym, że kiełbasa nadal znajduje się w zasięgu brzęczących cichutko studenckich sakiewek, pozostawiam nasuwające mi się pytanie: „Czy prezydent jada kiełbasę?” bez odpowiedzi, a do stołu zapraszam mniej zamożnych obywateli-towarzyszy.
„Ach skończy się nędza! Ostatni dziś raz
w kołysce dziateczki zakwilą.
Gdy jutro poranny obudzi je brzask,
kiełbaski dostaną pół kilo!”
Polecałabym jednak zaserwować poniższe danie jako obiadowe, a nie śniadaniowe.
Kiełbasa smażona z jabłkami:
Kiełbasę nacinamy ukośnie i posypujemy przyprawami (pieprzem, solą i majerankiem). Cebulę kroimy w talarki, a jabłka w tzw. ósemki. Smażymy cebulę do miękkości, dodajemy kiełbasę i obsmażamy. Na koniec dorzucamy cząstki jabłek i również smażymy, aż zrobią się miękkie. I gotowe! Można zwolnić jeden z czterech dostępnych na piętrze akademika palników kuchenki gazowej bądź elektrycznej, czmychnąć do pokoju w celu spożycia zawartości patelni i zagryzania chlebem. Jeśli w drodze na konsumpcję nie pogubimy reszty z zakupów za dychę, to w kieszeni powinniśmy mieć prawie 3 złote zapasu na kolejną kulinarną zadyszkę...
Dodam tylko, że wersów kilka, które zainspirowały mnie do rozgrzania patelni, to „Ballada o cudzie na Woli” z 1966 autorstwa Janusza Szpotańskiego. I nie jest to w żadnym razie moje nowatorskie zestawienie poetycko-kulinarne, a wynik lektury „Kuchni literackiej” Jana Tomkowskiego i Barbary Jakimowicz-Klein. Uspokajam, że bynajmniej nie serwuję w kiełbasianych flakach broszur propagandowych. Choć pomysł kuszący i kto wie czy w tegoroczne Andrzejki (w zależności od wyników wyborów prezydenckich) nie zastąpię ciasteczek z wróżbą kiełbaskami z propagandą...
„Lecz pora się rozstać, bo zapiał już kur.
Niech żyje socjalizm i Stalin!
Z pieniędzmi z utargu ogromny wziął wór
i zniknął prezydent w oddali!”
Co prawda nie w towarzystwie najwyższych urzędników państwowych, ale życzę smacznego!
Makaka
brak komentarzy