Kulinarna Zadyszka: Kiełbasa z Towarzysza Bieruta

2010-03-05 13:45:05

W Warszawie na Woli ukazał się duch Bieruta i sprzedawał kiełbasę po 26 zł za kilo...



Nazywała się Studencka. Poszła ze mną na darmowy koncert Myslovitz w Toruniu lat temu kilka. Mój portfel częściej wtedy brzęczał niż szeleścił, a ona była cudowna. Delikatna i sycąca. ONA – kiełbasa zakupiona razem z winem musującym marki najpodlejszej. Smakowe okrucieństwo wspominane z rozrzewnieniem.  


W związku z tym, że kiełbasa nadal znajduje się w zasięgu brzęczących cichutko studenckich sakiewek, pozostawiam nasuwające mi się pytanie: „Czy prezydent jada kiełbasę?” bez odpowiedzi, a do stołu zapraszam mniej zamożnych obywateli-towarzyszy.


 

Ach skończy się nędza! Ostatni dziś raz

w kołysce dziateczki zakwilą.

Gdy jutro poranny obudzi je brzask,

kiełbaski dostaną pół kilo!”


 

Polecałabym jednak zaserwować poniższe danie jako obiadowe, a nie śniadaniowe.


Kiełbasa smażona z jabłkami:


  • pół kilograma kiełbasy zwyczajnej (ok. 5 zł)


  • majeranek (całe opakowanie kosztuje kilkadziesiąt groszy)


  • sól


  • pieprz


  • 2 cebule (40 groszy)


  • 3 jabłka (ok. 1,5 zł)


  • 1-2 łyżki oleju


 

 

Kiełbasę nacinamy ukośnie i posypujemy przyprawami (pieprzem, solą i majerankiem). Cebulę kroimy w talarki, a jabłka w tzw. ósemki. Smażymy cebulę do miękkości, dodajemy kiełbasę i obsmażamy. Na koniec dorzucamy cząstki jabłek i również smażymy, aż zrobią się miękkie. I gotowe! Można zwolnić jeden z czterech dostępnych na piętrze akademika palników kuchenki gazowej bądź elektrycznej, czmychnąć do pokoju w celu spożycia zawartości patelni i zagryzania chlebem. Jeśli w drodze na konsumpcję nie pogubimy reszty z zakupów za dychę, to w kieszeni powinniśmy mieć prawie 3 złote zapasu na kolejną kulinarną zadyszkę...


Dodam tylko, że wersów kilka, które zainspirowały mnie do rozgrzania patelni, to „Ballada o cudzie na Woli” z 1966 autorstwa Janusza Szpotańskiego. I nie jest to w żadnym razie moje nowatorskie zestawienie poetycko-kulinarne, a wynik lektury „Kuchni literackiej” Jana Tomkowskiego i Barbary Jakimowicz-Klein. Uspokajam, że bynajmniej nie serwuję w kiełbasianych flakach broszur propagandowych. Choć pomysł kuszący i kto wie czy w tegoroczne Andrzejki (w zależności od wyników wyborów prezydenckich) nie zastąpię ciasteczek z wróżbą kiełbaskami z propagandą...



Lecz pora się rozstać, bo zapiał już kur.

Niech żyje socjalizm i Stalin!

Z pieniędzmi z utargu ogromny wziął wór

i zniknął prezydent w oddali!”


Co prawda nie w towarzystwie najwyższych urzędników państwowych, ale życzę smacznego!


Makaka

brak komentarzy

Komentowanie dostępne po zalogowaniu.
Ostatnie w numerze