
Z Łukaszem oraz Maciejem Kosickimi z tytułowej formacji b-boy'ów rozmawia Screwball.
Zacznijmy bardzo standardowo – co to jest Braterstwo Stylu?
Maciej Kosicki (MK): Braterstwo Stylu to zespół, konkretnie trójka tancerzy: B-boy Karuzel - Piotr Wilak, B-boy Kikers - Łukasz Kosicki oraz ja czyli B-boy Kosa. Od dwóch lat prowadzimy szkoły tańca (w Bydgoszczy i Nakle). Zajmujemy się Break dance’m czyli B-boyingiem. Razem z Łukaszem reprezentuję również hip-hop'owy kolektyw AlboAlbo.
Zbieżność waszych nazwisk to nie przypadek, stąd też pewnie nazwa zespołu. Z tego co wiem jesteście również studentami. Jak to łączycie z Braterstwem?
MK: Studiuję fizykę na UKW.
Łukasz Kosicki (ŁK): A ja Edukację Techniczno-Informatyczną.
No właśnie, z jednej strony to bardzo odległa rzecz od tańca. Z drugiej wcale nie.
MK: Tak, hehe. Studiowanie fizyki pomaga mi w określeniu sił, które muszę przyłożyć, żeby wykonać konkretną figurę.
Aha, czyli bierzesz kartkę, obliczasz gdzie położyć głowę, gdzie nogę?
MK: To oczywiście tak pół żartem, pół serio. Tak naprawdę studiuję fizykę ponieważ interesuję się przyrodą. Mocno mnie to fascynuje i inspiruje.
Co dokładnie? Ptaszki, kwiatki, czy raczej jak to działa.
MK: Bardziej jak to działa, jak funkcjonuje. Ale wróćmy do tańca. Zajmuję się tym dziesięć lat, fizyką na studiach trzy.
No właśnie, jak to się zaczęło w twoim przypadku?
MK: Miałem około dziesięciu, jedenastu lat...
A ty Łukasz?
ŁK: Zaczynałem tańczyć w tym samym czasie co mój brat, około dziesięciu lat temu.
MK: Racja, to było mniej więcej dziesięć lat temu. Na kablówce była stacja muzyczna, w której często „puszczali” teledyski, w których tańczyli Break dance. To był impuls. Wpatrywałem oczy w te niemożliwe wtedy ruchy, obroty na rękach, na głowie. Wchłaniałem jeden ruch z jednego teledysku, inny z drugiego. Zainspirowany wyładowywałem energię na dywanie, nie wiedząc dokładnie co robię, mając nadzieję, że powtórzę tych super kolesi z teledysku, to było dobre! Teraz, jeżeli ktoś chce tańczyć zapisuje się do szkoły tańca, dostaje dobry kawałek wiedzy „na tacy”. Jeśli ta osoba ma zajawkę przetrwa, jeśli nie to odpadnie. Łukasz wcześniej chodził jeszcze na akrobatykę i gimnastykę na Zawiszy, co uformowało podstawy jego charakterystycznego stylu.
ŁK: Prawda, chodziłem na Zawiszę - to tam nauczyłem się samodyscypliny i pewności siebie oraz wykonywałem takie figury, których normalnie ciężko jest się nauczyć samemu, bez pomocy trenera. Nie bałem się rzucić, wiedziałem jak upaść, żeby nic sobie nie zrobić. Po czasie wychodziły z tego bardzo widowiskowe ewolucje. Bardzo mnie to nakręcało, to był mój ogień.
MK: Wiesz, to było tak, że ja coś tam próbowałem na dywanie, Łukasz stanął na rękach i już pojawiła się zajawka. Szukaliśmy czy coś podobnego dzieje się na osiedlu. Okazało się, że parę osób też zaczęło w to wchodzić. Zaczęliśmy spotykać się na treningach. Na początku był to gumolit na placu w przedszkolu, później świetlica dla młodzieży, jakaś szkoła, potem MDK na dworcowej itd. To były spotkania z ludźmi, którzy w większości tańczą do dziś, tak samo jak my. W dalszym ciągu to trwa i chcielibyśmy to przekazać kolejnym osobom.
Wracając do tego „podawania na tacy” - teraz faktycznie łatwo jest wskoczyć we wszystko. Gorzej z zachowaniem konkretnej zajawki. Ludzie szybko się teraz wszystkim nudzą.
ŁK: Wiadomo od zawsze, że natura ludzka jest taka, że im łatwiej nam coś przyjdzie – tym łatwiej nam to rzucić. Ale nie uważam, że „podanie tacy”, to coś złego – po prostu świat idzie do przodu. Teraz jest Internet, z którego można wynieść wszystko, począwszy od wiedzy, kończąc na świeżych materiałach z całego świata. Wiadomo też, że Internet nie zrobi z ciebie kozaka, bo trzeba spędzić setki godzin na sali i ćwiczyć. Jednak jak ktoś to wszystko połączy razem w całość, to jest właśnie konkretna zajawka.
Dobrze was rozumiem. Kiedy zaczynałem produkować muzykę nie było sampli z Internetu, czy tak wypasionych wirtualnych maszyn jak teraz. To czego się wtedy nauczyłem sprawiło, że do dzisiaj w tym siedzę. Okej, czyli co w związku z waszą szkołą? Bo wy przecież właśnie podajecie tę „tacę”. Jaki jest wasz pomysł, żeby ci ludzie jednak się nie spalali zbyt szybko?
MK: Szkoła tańca? To bardzo wygodne. Sam, gdybym wtedy miał taką możliwość, poszedłbym do szkoły, żeby ktoś, kto ma wiedzę i umiejętności wskazał mi dobrą drogę. Aktualnie chętnie biorę udział w warsztatach nawet z innych technik. Mam cel dla siebie, by przekazać, że sztuka nie musi być nudna, szczególnie ta, która raczkowała na ulicy, a dziś obiega świat. To, co sprawiło, że tańczymy do dzisiaj, to był i jest cel. I to jest pomysł - np. nagrywam płytę, bo chcę coś powiedzieć. I fajnie - doszło do mojej ekspresji twórczej, wyraziłem swoje myśli poprzez jakąś formę i nawet jeżeli taka płyta się nie przyjmie, środowisko jej nie zaakceptuje, to sam mogę jej słuchać i się nią cieszyć, nie wykluczając nagrania kolejnej, będącej celem samym w sobie.
Faktycznie chyba ciężko to narysować. Przy muzyce to proste nakreślić cele. To jak jest z tańcem?
MK: Na początku celem może być przyjemność płynąca z wyładowania energii, potem rozwój, ale zawsze zabawa. To drugie, poza treningami, najbardziej wywołują turnieje, czyli bitwy. Wyobraź sobie, że dwie osoby stoją naprzeciw siebie, to trwa chwilę, dj puszcza świetną muzykę. Ja już ją czuję, już wiem jak ją wyrażę. Zaczynam tańczyć, staram się zaznaczyć każde możliwe uderzenie beat'u, a przeciwnik odpowiada. I tak, powiedzmy, przez trzy rundy. Okazuje się, że w tym czasie człowiek jest w stanie wykonać dwieście procent tego co umie. Później - nieważne czy przegrałem czy wygrałem - wiem, że dałem z siebie wszystko i to czyni mnie zwycięzcą. Przeciwnik czuje to samo, podchodzi, przybija piątkę, rzuca „to było dobre, dzięki za bitwę”. Ta satysfakcja po stoczonej bitwie, która jest wizytówką twoich umiejętności, to coś więcej niż to, co możesz poczuć na treningu. To wypadkowa zabawy, wysiłku fizycznego i rozwoju.
Sami organizujecie też Stylową Bitwę. Co to za impreza?
MK: Nie do końca sami (korzystając z okazji wielkie dzięki!). Na dniach druga edycja, ale zaczęło się od tego, że pOx z Everysound zaproponował nam przygotowanie turnieju w APK. Z bratem doszliśmy do wniosku, że można zrobić turniej jakich wiele, albo zrobić coś, czego jeszcze nie było, lub jest tego bardzo mało. Obecnie sporo osób poznaje B-Boying. Postanowiliśmy więc właśnie dla nich zorganizować bitwy. Idea Stylowej Bitwy była kontrowersyjna dla środowiska w Bydgoszczy, wywołała różne emocje, ale nie wśród uczestników - dla nich okazała się strzałem w dziesiątkę. Dostają cel, wkręcają się w klimat, dają z siebie 200% na bitwach i nabierają odwagi do startu w innych turniejach. Łukasz, misja wykonana - talenty się nie marnują.
Żeby rozniecić ogień. Między innym wśród dzieciaków, którzy przecież zaczynają tańczyć w wieku kilku lat...
ŁK: Wiek dzieci - od pięciu w górę. Kiedy prowadzimy zajęcia z takimi dzieciakami, musimy odpowiednio je nakręcać. Małe dziecko bardzo szybko traci zajawkę. Miałem taki przypadek, że pokazywałem dziecku jakiś krok, a on mi pokazuje stanie na głowie. Pochwaliłem go i pokazałem inny, który wykonał poprawnie. Dzieci trzeba motywować i chwalić za dobre postępy. Nawet jak mu nie idzie, trzeba ciągle pchać do przodu. Dawać mu tę świadomość, że jak będzie się starał, to mu zacznie w końcu wychodzić.
Zajmujecie się ludźmi w różnym wieku. Czym się różnią poszczególne grupy wiekowe?
ŁK: Starsze osoby - powiedzmy od trzynastu do dwudziestu lat – motywujemy przybijając im piątki z uświadomieniem ich, że muszą nad tym jeszcze popracować. Miałem na zajęciach mężczyznę po trzydziestce, nad którym trzeba było stać, żeby coś zrobił, ale postępy były.
No właśnie. Jeżeli chciałbym się zapisać na zajęcia, to nie jest jeszcze dla mnie za późno?
ŁK: Wiesz, wiadomo że nie zrobisz tego wszystkiego co taki młody tancerz, bo nie jesteś już tak rozciągnięty, ale dużo rzeczy ogarniesz. Tu nie chodzi o to, żebyś był najlepszy, ale żebyś czuł się dobrze kiedy tańczysz i wyrażał siebie.
MK: A w tym, i nie tylko w tym, Breakdance daje duże pole do popisu.
Okej, na koniec wróćmy jeszcze do Stylowej Bitwy. Kiedy i gdzie następna edycja.
MK: Najbliższa edycja odbędzie się 13 marca w Akademickiej Przestrzeni Kulturalnej. Tak jak mówiliśmy - jest to turniej breakdance przeznaczony głównie dla młodej generacji B-boy’s oraz B-girl's. Dla większości uczestników to pierwsza okazja do tańca z kimś innym niż koledzy i koleżanki na treningu. Będą dwie kategorie: do lat dwunastu – prawdziwa rewelacja - są dzieciaczki, które robią naprawdę świetne numery; druga – od trzynastu do osiemnastu - bardziej świadomi ale i bardziej zestresowani ;). Najwięcej uczestników będzie w tym właśnie przedziale wiekowym. Cały turniej będzie urozmaicony pojedynkami pokazowymi rozstawionych tancerzy. Więc dajmy ogień i popłyńmy z tym!
Dzięki za rozmowę i do zobaczenia na parkiecie.
Screwball
brak komentarzy